Wielka mała majówka
Home [<< Pierwsza] [< Poprzednia] [Następna >] [Ostatnia >>]
Chyba jedyna większa wilgoć, którą spotkaliśmy tego dnia.
Jeszcze tylko przyjemny techniczny singiel...
...i pierwszy szczyt zdobyty.
Ze Stożka przez chwilę można pośmigać w dół...
...ale przez parę kolejnych chwil znacznie w górę na Soszów.
Pieszych dużo, więc honor każe walczyć do końca.
Kolejny szczyt nam uległ.
Na Soszowie(?) kupa śniegu przysporzyła trochę radości.
A potem się zaczeło...
Czantoria łatwo się nie poddaje.
My też nie.
Więc walka trwała i trwała.
Nie jestem przerażony wysokością, ale tłumem ludzi. Po prostu mrowie, jak na bazarze... Masakra.
Po krótkim odpoczynku zrywamy się z Czantorii i dajemy niebieskim w dół. Nie wszystkim przypadł do gustu. Szczególnie tym na sztywniakach...
W Ustroniu wskakujemy na asfalt i we wspaniałych humorach kierujemy się na Równicę...
...gdzie wbijamy się w Masakrę numer 2. Sznurki samochodów, motorów, laski w szpilkach, klapkach, 0,5l wody po 4 zł... Niestety chwilę tam zabawiamy w celach konsumpcyjnych, bo z zapasami kiepsko.
Na szczęście za ostatnią knajpą dzikie tłumy nagle zanikają.
Całkiem przyjemną jazdę niebieskim...
...zakłóca jedno kolano Agnieszki...
...i jedna dętka Eryka.
Potem jeszcze krótka walka z Trzema Kopcami...
...i jeszcze krótsza ze Smerekowcem...
...i wskakujemy na zielony, który ma być właściwie tylko w dół do Wisły.
Bardzo przyjemny początek trawersu Czupla...
...potem trochę gorszy środek...
...i świetny koniec, a potem siodełka w dół i kilka minut do Wisły. Wygląda na to, że tym razem obiad o 18 nie będzie na nas długo czekał.
Co prawda prezydencki asfalt nieźle nas jeszcze spowolnił, ale potem rach ciach i lądujemy wprost na gorącą ogórkową i schaboszczaki.
Ten plan również w założeniu był ambitny - obejmował wyciąg na Skrzyczne i powrót przez Baranią. Gdybyśmy wyjechali planowo, byłaby jakaś szansa. Ale grupowe rozleniwienie długołikendowe kłóci się z wstawaniem o 7... 52,9 km, AVS 10,8 km/h, Vmax 60 km/h, 2113 m przewyższeń, 1000 m npm max.